Akcesoria motocyklowe Azarel

  1. Wprowadzenie

          Wyprawa motocyklowa do Nepalu ? Zaraz… przecież to kraj dla ludzi gór, którzy pokonują kilometry na własnych nogach, nie motocyklem… a może jednak warto wybrać się do najwyżej położonego kraju na świecie właśnie motocyklem ? Drogi w Nepalu należą bodaj do jednych z najgorszych dróg na świecie pod względem jakości nawietrzni, niemniej jednak widać zmiany na lepsze i można przypuszczać że ta tendencja się utrzyma. Na dzień dzisiejszy (Styczeń 2017) istnieje kilka długich tras dostatecznej jakości nawietrzni z którymi poradzi sobie większość motocykli, a widoki pokonywanych kilometrów trasy wynagrodzą nam ewentualne niewygody. W niniejszym artykule przybliżymy Państwu jedną z ewentualnych tras motocyklowych dającą możliwość przejazdu całego Nepalu wszerz. Od miasta położonego na zachodniej granicy kraju czyli Bhimdatt-y, przez Pogharę, Katmandu aż do wschodniej granicy Nepalu z drogą wylotową w stronę Sikkimu, jednego ze stanów Indii, położonego w ich północno-wschodniej części.

Mapa trasy motocyklowej w Nepalu

  1. Dlaczego warto wybrać się w tę trasę ?

          Nie namawiamy Państwa do sztywnego trzymania się wyżej przedstawionego planu trasy, wskazane jest wręcz szukanie+ własnych tras alternatywnych. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego iż północna część kraju to wysokie partie Himalajów podczas gdy większość proponowanej przez nas trasy wiedzie przez południowe partie Nepalu leżące poniżej 1000 m.n.p.m w których aura jest niemal zawsze przyjazna dla motocyklistów. W większej części roku (za wyjątkiem pory deszczowej) panują tutaj niemal optymalne warunki pogodowe do jady motocyklem. W stosunku do wszystkich pozostałych nepalskich dróg, asfalt w południowej części kraju jest zdecydowanie najlepszej jakości. Kolejnym argumentem za, może być to że Nepal jest krajem do którego ludzie z Europy przyjeżdżają zazwyczaj na trekking, lub w celach alpinistycznych. Jako motocykliści możemy skupić się bardziej… np. na antropologicznej części takiej wyprawy i korzystając z własnego niezależnego środka transportu możemy spróbować zapuścić się w nie turystyczne miejsca Nepalu. Na zaproponowanej przez nas trasie istnieją miejsca w których nie widziano jeszcze turysty z Europy. Gwarantuję Wam że jeśli któregoś wieczoru, zmęczeni po całodziennej jeździe motocyklem wybierzmy przypadkiem jedno z takich miejsc, o poranku będziemy lokalną atrakcją w naprawdę pozytywnym sensie tego słowa. W dodatku południowa część kraju porośnięta jest dżunglą, po drodze przejeżdżać będziemy przez kilka parków narodowych w których również możemy miło spędzić czas. Ostatnim, i może najważniejszym argumentem za południową częścią kraju jest naszego ewentualnego bezpieczeństwa. Wysokogórskie odcinki dróg na dalekiej północy kraju w większości są : bardzo niebezpieczne, w złym stanie, często w ogóle bez żadnej nawietrzni, pokryte kamieniami osuwającymi się ze skał, nierzadko wiją się nad przepaścią etc. Wszystko to sprawia że „techniczne” poczucie bezpieczeństwa mógłby nam zapewnić np. motocykl Hard Enduro, Enduro Competition itp. Jednak istnieje jeszcze czynnik ludzki w postaci pozostałych, lokalnych uczestników ruchu którego wyeliminować się nie da, w połączeniu z wąskimi zakrętami nad przepaścią tworzą zabójczą mieszankę. Sam osobiście byłem świadkiem sytuacji w której na jezdni został potracony pieszy i absolutnie nikt się tym człowiekiem nie przejmował, nikt nie śpieszył z udzielaniem pomocy. Dlatego jeśli czujemy się na siłach i dysponujemy odpowiednim motocyklem, doświadczeniem i środkami ten artykuł nie jest nam potrzebny, natomiast jeśli chcemy przeżyć fajną a dodatku umiarkowanie bezpieczną (z europejskiego punktu widzenia) przygodę motocyklową zachęcamy Państwa do dalszej lektury.

  1. Jaki motocykl kupić na czas wyjazdu?

        Zdecydowanie największą popularnością na Nepalskich jak i Indyjskich drogach cieszy się legendarny Royal Enfield, czyli klastyczny motocykl niegdyś produkowany przez anglików a w chwili obecnej wypuszczany przez indyjskie przedsiębiorstwo Royal Enfield Motors które w latach 90-tych nabyło prawa do posługiwania się znakiem Royal Enfield. Indyjskie Royal-e składane są w Cennaj. Dzięki temu iż od 1995 roku ich produkcja kontynuowana jest przez Indusów doczekały się miana najstarszej motocyklowej marki, nieprzerwanie wypuszczającej swoje jednoślady. Najpopularniejszym i jednocześnie najdłużej produkowanym modelem jest Royal Enfield Bullet. Za popularnością idzie również łatwość ewentualnej naprawy podczas wyjazdu, oraz ogólna dostępność części. Motocykle są naprawdę proste w swojej konstrukcji i większość prostych prac możemy przy odrobinie wiedzy przeprowadzić we własnym zakresie. Polecam wybór któregoś z dostępnych na rynku wtórnym Royal-i ze względu na przyjemność podróżowania klasycznym motocyklem. Dźwięk oraz sposób oddawania mocy potrafi użęć nawet wieloletniego fana tzw. szlifierek. Alternatywą może być również bardzo popularny Azjatycki naked Bajaj Pulsar. Możemy próbować również zdobyć używany egzemplarz enduro z koncernów tzw. wielkiej piątki jednak tego typu motocykle w akceptowalnym stanie należą do rzadkości. Za dobrze utrzymane używane Suzuki z segmentu enduro zapłacimy sporą kwotę a w razie ewentualnych problemów technicznych z silnikiem możemy mieć problemy ze zdobyciem części. Przed wyjazdem warto zrobić rekonesans i zorientować się w cenach, z pomocą przyjdzie nam np. znany portal ogłoszeniowy OLX który jest popularny także w Indiach.

  1. A może wypożyczyć motocykl na podróż ?

          Argumenty za wypożyczeniem motocykla zawsze są nie do obalenia, jest to po prostu proste i wygodne o ile zgodzimy się na pewne ryzyko związane z tego typu przedsięwzięciem. Należy jednak bezwzględnie mieć na uwadze że wypożyczanie jednośladów jest najczęściej wykorzystywaną metodą przez różnego rodzaju drobnych oszustów. Właściciel pojazdu będzie chciał uzyskać od nas paszport lub pewną sumę pieniędzy stanowiącą ewentualne zabezpieczenie motocykla, lub jedno i drugie. Nawet jeśli pojazd zostanie zwrócony w stu procentach w stanie w którym go wypożyczyliśmy, pewni nieuczciwi „ przedsiębiorcy” mogą insynuować nam że jest inaczej i żądać dodatkowych pieniędzy. W tego typu sytuacji właściciel pojazdu może robić problemy z ewentualnym oddaniem paszportu lub po prostu nie zwróci nam naszych pieniędzy z zastawu. Tego typu próby wyciągania dodatkowych pieniędzy z turystów dotyczą całej Azji południowo-wschodniej, nie jest to zasada ale są to częste praktyki. Jeśli już się zdecydujemy na tą formę, pamiętajmy aby bezwzględnie wykonać dokumentację zdjęciową w momencie wypożyczania pojazdu.
Uważamy że warto zadać sobie trud, poświęcić kilka dni na szukanie odpowiedniego egzemplarza i kupić motocykl który na czas wyprawy będzie po prostu naszą własnością. Zaoszczędzimy w ten sposób pieniądze, a w dodatku nie będziemy zmuszeni wracać do tego samego punktu na mapie tylko po to żeby odstawić wypożyczoną maszynę.

  1. Kupujemy motocykl i jedziemy do Nepalu

          Jeśli kupiliśmy lot do Delhi, to na pewno zaoszczędziliśmy troszkę dolarów na nasz przyszły motocykl ponieważ loty do któregokolwiek z nepalskich miast są dużo droższe. Granica nepalska oddalona jest od stolicy Indii tylko o 360 km, jeśli nasz jednoślad nie rozpadnie się po drodze to z pewnością dotrzemy na granicę w ciągu jednego dnia, a co najważniejsze nasz motocykl zaliczy pierwszy test sprawności technicznej ;). Nepalczycy najczęściej jeżdżą jednośladami (tj. Royal Enfield) oraz samochodami (najczęściej jest to Tata) wyprodukowanymi u ich południowego sąsiada, dlatego to również tam dobrze jest zacząć poszukiwania swojego egzemplarza. Mając dostęp do internetowych serwisów ogłoszeniowych możemy poznać tendencje cenowe i wstępnie rozeznać się w lokalnym rynku bez obaw że ktoś tzw. „na dzień dobry” poda nam zawyżoną cenę. To bardzo cenna wiedza, jednak przy oględzinach będziemy zdani już tylko na własną wiedzę techniczną którą będą weryfikować przez najbliższe tygodnie trasy. Trzeba pamiętać że motocykle w Indiach nie mają łatwego życie i 3-4 letnie motocykle mogą wyglądać jak by jeździły już od dwudziestu, ciężko tutaj coś konkretnie doradzić. Trzeba kierować się tymi samymi kryteriami oceny przed kupnem co w Polsce i liczyć na odrobinę szczęścia. Aktualne ceny motocykli w Indiach znajdziecie na olx<kropka>in. Najtańszym modelem Royala jest model Classic o pojemności 350 centymetrów sześciennych i taki również polecam ze względu na bardzo dużą popularność tego modelu w Nepalu. Większość z nich jest już wyposażona w podstawowe akcesoria motocyklowe tj. gmole, stelaż pod sakwy itd. Motocykl pomimo swoich wad prezentuje się naprawdę pięknie, a jazda na nim to niezwykle ciekawe doświadczenie jeśli nie mieliśmy do tej pory styczności z bardziej klasycznymi konstrukcjami.

 

  1. Wyruszamy w trasę z Indii do Nepalu

          Ruch na nepalskich drogach jak na tą część Azji można określić jako przeciętny, nie mniej jednak należy uważać. Pierwszą rzecz z jaką przyjdzie nam się oswoić to ruch lewostronny. W natłoku całej masy „nowych zmiennych” można się łatwo zapomnieć i odruchowo przeskoczyć na przeciwny pas. Wskazane jest aby korzystać z klaksonu, wydaje się że w naszej kulturze użycie klaksonu na drodze to ostateczność. W Nepalu, jak i w większości państw tej części świata użycie klaksonu oznacza najczęściej „uwaga jadę”. Pewien autochton wytłumaczył nam to mniej więcej w ten sposób. „Używamy klaksonów ponieważ jeśli dojdzie do wypadku, np. potrącenia pieszego i okaże się że nie ostrzegliśmy innych o tym że nadjeżdżamy będziemy winni wypadku”. Ciekawy sposób postrzegania zasad bezpieczeństwa wynikających z logiki, prawda? W każdym razie dla nas oznacza to ni mniej ni więcej że lepiej alarmować innych o tym że nadjedziemy, a niżeli ktoś miałby nam po prostu wejść pod koła. W praktyce oznacza to profilaktyczne trąbienie na wszystko i wszystkich znajdujących się w bliskiej odległości od naszego toru jazdy. Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji że w kasku mniej słychać własny klakson. Większość Royal-i jakie tu spotkaliśmy miało wybebeszony tłumik, dzięki czemu donośny dźwięk silnika w pewien sposób wyręczał klakson. Trzeba też mieć na względzie że hałas nie zawsze odstrasza miejskie zwierzęta które zdają się być już do nich przyzwyczajone. Jazda w nocy nie jest wskazana, po zmroku ulice dosłownie pustoszeją, nie dotyczy to jednak kierowców autobusów i małych busików które kursują cały czas, ich kierowcy to istni rajdowcy, trzeba na nich bezwzględnie uważać i zwyczajnie puszczać przodem. Na odcinkach dróg w górach, podczas zjazdów w dół, w powietrzu unosi się swąd palonych klocków. Większość z Nas zna ten zapach, kierowcy autobusów nie dysponują retarderem, nie kwapią się również żeby redukować biegi, hamują tuż przed zakrętami, jednocześnie trąbiąc żeby zasygnalizować swoją obecność ewentualnym pojazdom za łukiem skał. Jeśli w porę takiego ostrzenia nie usłyszymy może być za późno ponieważ może nie być gdzie uciekać, z jednaj strony pionowa skalna ściana, a z drugiej przepaść. Dotyczy to jednak odcinków górskich, 80% południowej drogi to jazda po płaskiej nawietrzni na wprost. Ceny noclegu na trasie w większości miasteczek oscylują pomiędzy 500-1000 rupi nepalskiej za 2 osoby. Cena jedzenia to koszt miedzy 20-200 rupi nepalskich w zależności od ilości i rodzaju dania. Pomimo motocyklowego charakteru tego artykułu wato wspomnieć o przepysznym nepalskim jedzeniu które jest świetnie doprawione. Najpopularniejszymi szybkimi daniami są pierożki momo w wersji wegańskiej i z mięsem, Roti czyli placek w formie naleśnika podawany np. z Alu Gobi czyli ostrą warzywną zupą, Chow Mein czyli makaronem w formie spaghetti z warzywami, i oczywiście Dal Bhat wielodniowy duzy posiłek którego głównym składnikiem jest biały ryż. Podczas gdy w Polsce mamy końcówkę jesieni i zimę, w Nepalu występują najsuchsze miesiące w ciągu roku, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo że spadnie na nas podczas jazdy jakiś deszcz, dlatego możemy sobie odpuścić kombinezony przeciwdeszczowe. Na naszej trasie napotkamy wiele ciekawych miejsc o których można przeczytać np. w przewodnikach po Nepalu ze względu na motocyklowy charakter tekstu pominę standardowe atrakcje i postaram się wymienić kilka smaczków samej zaproponowanej przez nas trasy :

 

A. Szutrowe boczne drogi i nepalska wieś

          Nepalskie miasta spotkane na naszej trasie nie należą do najpiękniejszych, za to nepalska wieś to prawdziwa podróż w czasie. Pomimo znacznego ubóstwa mieszkańców, gospodarstwa i podwórka są czyste i zadbane a mieszkańcy mili i pomocni. Typowe wsie na południu rzadko odwiedzane są przez turystów, co innego małe wioski w górach na szlakach trekkingowych. Możliwość przyjrzenia się codziennemu rytmowi pracy i życia mieszkańca nepalskiej wsi to wspaniałe doświadczenie. Pozwala na spojrzenie z dystansem na nasze polskie problemy dnia codziennego i docenić wartość życia w Europie. Prowincja jest również bardzo malownicza,  przywołuje na myśl obrazy Malczewskiego i pozwala cieszyć się krajobrazem. Żeby trafić do ciekawiej usytuowanych wsi trzeba lekko odbić z głównej trasy na południe, nie dalej niż 15 km, należy skrzyżowań z szutrowymi drogami, najlepiej w okolicach miejsc kontroli drogowej. 

B. Wszechobecne zwierzęta

        Drogi Nepalu oraz Indii pełne są wałęsających się zwierząt, stanowi to zarówno ewentualne niebezpieczeństwo jak i świetne urozmaicenie drogi. Większość napotkanych zwierząt to zwierzęta hodowlane, chociaż często chodzą "samopas" ale prawdziwą atrakcję mogą stanowić zwierzęta dzikie. Warto wiedzieć że pomimo swoich rozmiarów Nepal jest bardzo różnorodnym krajem pod względem fauny. Na południu kraju w Dżungli żyją tygrysy, nosorożce, słonie, małpy, krokodyle zwłaszcza krokodyle widoczne są podczas wylegiwania się na słońcu przy korytach rzek. Ilekroć myślałem o rozbiciu namiotu nad wodą zastanawiałem się czy to aby na pewno dobry pomysł. Na północy Neplu spotkać można dzikie owce, yaki, kozy markur, jelenie, piżmowce syberyjskie, irbisy, niedźwiedzie himalajskie, sepy himalajskie, wszelkiej maści węże i jaszczurki typowe dla tamtego klimatu.

 

C. Górskie widoki

        Nikomu nie trzeba chyba wyjaśniać że Nepal jest mekką alpinistów i trekkerów a większość powierzchni kraju leży ponad 4-oma tysiącami metrów nad poziomem  morza. Jeśli nie przyjechałaś tutaj na trekking nie musisz się obawiać, i tak naoglądasz się wiele pięknych szczytów największych gór świata. W niektórych bardziej turystycznych częściach Nepalu w górskich wioskach można spotkać nawet bar motocyklowy wraz z miejscem do spania.

 

D. Dżungla i parki narodowe

        Po drodze którą Wam zaproponowaliśmy napotkacie kilka parków narodowych, 2 z nich czyli Bardia i Chitwan national park są mocno nastawienie na turystów dlatego wejście do nich bez przewodnika jest podobno nielegalne, nawet z opłaconym przewodnikiem będziemy mocno pilnowani... Jeśli macie ochotę na całodzienne siedzenie na drzewie w oczekiwaniu na tygrysa który teoretycznie ma przyjść do rzeki napić się wody możecie zatrzymać się w okolicy lub przejechać się na słoniu możecie skorzystać z oferty w/w parków narodowych. Ja zdecydowanie Wam taką nieprzyjemność odradzam, tygrys i tak się zapewne nie pojawi a przejażdżka słoniem i męczenie zwierzęcia wraz z innymi turystami to wątpliwa przyjemność. Po drodze jest jednak kilka rezerwatów tj. Koshi Tappu Wildlife Reserve w których nie widuje się już białych turystów a tubylcy zdają się być bardzo zaciekawieni naszą obecnością. W takich miejscach możemy bez zbędnej pomocy "drogich przewodników" przyglądać się życiu tamtejszej ludności i podziwiać odmienność tamtejszej przyrody. 

 

 

Autor : Paweł Saganowski (azarel.pl)

Wszelkie prawa zastrzeżone

  1. Wprowadzenie

          Droga AH1 zyskała popularność dzięki znanemu brytyjskiemu programowi motoryzacyjnemu Top Gear. James May, Richard Hammond i Jeremy Clarkson w jednym z odcinków specjalnych programu, otrzymali zadanie pokonania drogi z Sajgonu do zatoki Ha Long Bay. W listopadzie 2015 roku pokonaliśmy tę samą drogę w przeciwną stronę, a mianowicie z północy na południe. Kupiliśmy trzy motocykle i wyruszyliśmy ze stolicy Wietnamu (Ha Noi) do Sajgonu (Ho Chi Minh City), przez sławną zatokę Ha Long Bay, Hue, Nha Trang, nadmorskie prowincje oraz górskie odcinki trasy.
W poniższym tekście postaram się zdać Wam małą relację z naszej wietnamskiej wyprawy motocyklowej, a przy okazji  udzielę kilku małych wskazówek dla motocyklistów którzy szukają pomysłu na trasę po Azji południowo-wschodniej i szukają w Internecie jakiś przydatnych informacji lub inspiracji.

Trasa motocyklowa - Wietnam AH1

  1. Dlaczego warto wybrać się w tę trasę ?

          Podczas naszego pobytu w Wietnamie wielu ludzi słyszących o tym gdzie jedziemy, reklamowało tę trasę jako jedną z najpiękniejszych tras motocyklowych na świecie. Kiedy dopytywałem o szczegóły okazywało się jednak że nigdy nią nie jechali, a sama opinia była zasłyszana i pochodzi podobno od jednego z najbardziej znanych brytyjskich prezenterów motoryzacyjnych… wiecie którego :). Ponieważ sam mogłem wkrótce wyrobić sobie swoją własną opinię, nie dyskutowałem i z pokorą przyjmowałem wszystko za dobrą monetę. Sama droga zdecydowanie nie jest piękna. Jest ładna, i z pewnością ma piękne i malownicze odcinki. Motocyklowo nie zachwyca, odcinki górskie zasługują na uwagę ze względu na dużą ilość mocnych zakrętów. Należy jednak wiedzieć że nie o „sportowe wyzwanie” nam w tym przypadku chodzi a wartość trasy stanowi zupełnie coś innego. Warto odbić z głównej trasy w dżunglę, lub na równoległy odcinek wąskiej drogi nad samym morzem. Nadmorskie drogi równoległe do AH1 oferują Europejczykowi prawdziwy „orient”. Niektóre z nadmorskich wsi to nie tylko kulturowa podróż ale również podróż… w czasie. Tyko w ten sposób, czyli na własną rękę i własnym transportem, możemy odkryć prawdziwy Wietnam, który nie ma wiele wspólnego z tym czego doświadczyć można w nadmorskich kurortach lub dużych miastach takich jak Ha Noi czy Ho Chi Minh. 

trasa motocyklowa - AH1 Wietnam, widok zza kierownicy

  1. Jaki motocykl wybrać ?

          Zdecydowanie najlepszym wyborem niskobudżetowego podróżowania jednośladem po Wietnamie jest Honda Win 100.  Jednocylindrowa jednostka chłodzona powietrzem o pojemności 100 cm3. Skrzynia biegów posiada zaledwie cztery biegi, wydaje się mało ale wystarczą aż nadto w warunkach jakie panują na wietnamskich drogach. Dlaczego tak mała pojemność? Większość motocykli w Wietnamie to małe pojemności chłodzone powietrzem, pomiędzy 50 a 250 centymetrów sześciennych pojemności silnika. Honda Win nie jest co prawda młodą konstrukcją, ale może właśnie dzięki temu oraz niesłychanej prostocie zawdzięcza swoja popularność w Azji. Części zamienne znajdują się niemal w każdym warsztacie (nawet na prowincji). Nawet jeśli nasz mechanik nie będzie miał właściwej części, wskoczy na skuter i przywiezie ją od lokalnego dostawcy w ciągu 10 min. Koszt samej naprawy wraz z częściami nie będzie wygórowany. W dodatku ten model łatwo jest nabyć, ze względu na bardzo dużą popularność i z tego samego powodu jeszcze łatwiej sprzedać. Podczas wyjazdu będziecie wręcz nagabywani przez miejscowych handlarzy którzy będą Wam oferować kupno tych motocykli. Podczas naszej wyprawy, byłem zmuszony naprawiać swoją Hondę wielokrotnie… .Szczegółowe zestawienie wymienionych części wraz z kosztami naprawy znajduje się w dalszej części relacji. Awaryjność Hondy Win 100 nie jest jednak regułą, po prostu trafiłem na wyeksploatowany egzemplarz którego dodatkowo należycie nie szanowałem, a który mimo to przejechał ok. 3 tyś kilometrów i dowiózł mnie bezpiecznie do Sajgonu i to mówi samo za siebie.  

  1. A może własnym motocyklem ?

          Pewnie sądzicie że kupno motocykla za granicą to ryzykowna zabawa. Jest dokładnie odwrotnie, ryzykiem było by sprowadzenie do Wietnamu swojego motocykla i próba pokonania tej drogi na nim. Wielokrotnie będziesz chciał zjechać gdzieś z głównej trasy AH1…, na plażę, do dżungli, przejechać przez drewniany most nad rzeką, a co jeśli wpadniesz ze swoim wymarzonym, wymizdrzonym, ukochanym motocyklem do rzeki? W takim przypadku nawet crash pady nie pomogą :) Motocykl za 220 dolarów jest idealnym rozwiązaniem, w najgorszym wypadku kupisz sobie drugi i istnieje nawet prawdopodobieństwo że na prowincji będzie taniej. Sprzedaż Hondy Win jest równie łatwa lub nawet łatwiejsza niż kupno, więc istnieje duże prawdopodobieństwo że przy odrobinie szczęścia (jeśli trafimy na nieawaryjny egzemplarz) wyjdziemy z całym bilansem na lekki minus oscylujący w przedziale  30-60 $, lub nawet troszkę zarobimy. Nie potrzebujemy niczego co było by szybsze od Hondy Win 100, jeśli chcemy wrócić do Polski w jednym kawałku. Mała i lekka Honda wjedzie wszędzie tam gdzie będziemy chcieli wjechać a w dodatku nie będziemy płakać kiedy będzie nam dobijać na każdym dole kiedy zjedziemy w szutrową drogę.

Drewniany most przy trasie

  1. Gdzie kupić i jak wybrać naszą Hondę

          Do wyboru mamy 3 rodzaje Hondy WIN 100. Oryginalną japońską za ok. 500$, wietnamską za ok. 300$ (SUFAT) oraz chińska za 150-250$. Zwarzywszy na to że chińskich egzemplarzy jest najwięcej i zamierzmy tym motocyklem pokonać nie więcej niż 3 tyś km, najbardziej optymalnym wyborem będzie ta ostatnia opcja. Kupno to loteria i nawet jeśli posiadamy bardzo rozległą wiedze w dziedzinie mechaniki, japońska Honda może okazać się bardziej awaryjna niż chińska czy wietnamska, a różnica w cenie jest znaczna. Bez względu na to czy za miejsce startu wybierzemy Ha Noi (północ) czy Sajgon (południe) możemy przebierać w ofertach lokalnych sprzedawców, którzy wyspecjalizowali się w sprzedaży motocykli (również turystom, a może nawet zwłaszcza turystom). Istnieją dwie możliwości legalnego zakupu motocykla. Pierwszą z nich jest odkupienie motocykla od turysty który już pokonał naszą trasę, lub jeździł motocyklem po mieście i kiedy zaczął się on już np. mocno psuć, postanowił go sprzedać. W tym celu najlepiej popytać w okolicznych hostelach i przejrzeć tam tablice ogłoszeniowe które są pełne drobnych ogłoszeń. Jeśli mamy szczęście to i tak trafimy na właściwy egzemplarz, należy jednak wiedzieć że większość turystów nie dba, nie szanuje tych jednośladów, często nigdy wcześniej nie jeździła motocyklem a przy wyborze kierowała się ładnym kolorem i dobrą ceną.
          Drugi wariant to próba znalezienia swojego egzemplarza wśród ofert wyspecjalizowanych serwisów motocyklowych które takie motocykle odkupują, sprowadzają i sprzedają z dobrą dla siebie marżą. Zazwyczaj motocykl od handlarza jest poprawiony mechanicznie, jednak zawsze po jak najmniejszych lub zerowych kosztach. Nie spodziewajmy się że np. łańcuch który wytrzyma jeszcze 60 km, zostanie przez taki „serwis” wymieniony. Niektórzy handlarze udzielają gwarancji czasowej (np. 1 miesiąc) na swoje motocykle która i tak nas nie obchodzi ponieważ w założeniu jedziemy w trasę i nigdy z niej nie skorzystamy. Tu warto wspomnieć o tym że, jeśli zdecydujemy się na kupno motocykla z warsztatu, nie powinniśmy przyznawać się gdzie jedziemy i kiedy. Jeśli przyznamy się że za 3 dni będziemy 400 km dalej Handlarz może chcieć wcisnąć nam swój najgorszy rzęch. Podczas wyboru mojego wyboru słyszałem „wypróbuj tego, ten będzie dla ciebie dużo lepszy” – wsiadam, i już wiem że mechanik ma mnie chyba za niespełna rozumu, w motocyklu wybranym „specjalnie dla mnie” nie wchodząc w zbędne szczegóły nic nie jest lepsze ;). Wietnamczycy to urodzeni sprzedawcy, w dużych miastach większa część ludzi pracuje w handlu, dlatego nie są to łatwy przeciwnicy w potencjalnych negocjacjach, należy z rezerwą podchodzić do większości ofert. Mimo wszytko trzeba walczyć o swoje. Na kupno motocykla trzeba zarezerwować sobie minimum jeden dzień i odwiedzić minimum kilka warsztatów. Od sprzedawcy  dostaniemy dodatkowy stelaż pod bagaż wraz z gumkami do ściągania. Podczas negocjacji cenowych warto wypisać sobie w punktach wszystkie niedomagania (lagi ciekną, opona z przodu jest łysa, napęd do wymiany). Jeśli sprzedawca nie będzie chciał zejść z ceny trzeba wymusić na nim wyminę wszystkich elementów do którym mamy zastrzeżenia z wyraźnym zaznaczeniem że mają to być nowe części. Można wpłacić np. 30% wartości motocykla, poprosić o pokwitowanie, i odebrać motocykl na dugi dzień już po wymianie.

 

Tabela. 1 Koszty eksploatacji (ceny całkowitej naprawy usterki, części zamienne + koszt usługi):

Sprzęgło : tarcze z przekładkami, bez kosza sprzęgłowego

300.000 VND

53 zł

Sprzęgło wyraźnie się ślizgało  (wg. mechanika z Ha Long Bay wymiana jeszcze nie była potrzebna ;) Ponieważ usterka nastąpiła na samym początku trasy, zdecydowałem się na wymianę. Cena za całkowicie nowe części z koszem sprzęgłowym oscylowała pomiędzy 700 tyś. a 800 tyś. dongów czyli ok. 141zł (kurs z listopada 2015 roku). Po negocjacjach stanęło na 300 tyś za wymianę samych tarcz wraz z przekładkami.

Pewna części magneta

120.000 VND

21 zł

Sama wymiana pomimo braku nowej części na miejscu w warsztacie trwała ok. 15 min. 

Rozrusznik, używany rozrusznik + nowe szczotki

100.000 VND

18 zł

Przycisk rozrusznika jest dokładnie w tym samym miejscu co przycisk klaksonu i może to brzmi nieprawdopodobnie ale łatwo go pomylić w trakcie jazdy. Przycisku klaksonu używa się w Wietnamie odruchowo i średnio co 10 min. To co w polskich warunkach wydaje się nieprawdopodobne w Wietnamie staje się możliwe. Częste pomyłki w trakcie jazdy poskutkowały spaleniem rozrusznika. 

Wymiana oleju

80 – 150 tyś. VND

14 – 26 zł

W mocno spracowanych silnikach starych Hond należy przynajmniej dwa razy w trakcie tej trasy wymienić olej. Silnik jest chłodzony powietrzem, a 4 biegi sprawiają że chcąc jechać szybko na dwupasmowych odcinkach drogi AH1, właściwie cały czas jedziemy na końcówce obrotów. Dochodzi do tego również wysoka temp. powietrza (listopad 2015 – ok. 33 stopni Celsjusza) Szczególnie bolesnym dla mnie okazał się fakt że moja Honda brała olej, dlatego musiałem dodatkowo go uzupełniać.

Nowy napęd (komplet)

300.000 VND

53 zł

Wymiana niezbędna ze względu na tragiczny stan napędu. Dodatkowo po odcinku terenowym na nadmorskiej plaży łańcuch po prostu się zerwał. 

Nowy klakson

30.000 VND

5 zł

Brzmi zabawnie ale klakson jest absolutnie niezbędną częścią motocykla na wietnamskich drogach. Służy przede wszystkim do ostrzegania innych uczestników ruchu oraz informowaniu np. pieszych o naszej obecności na drodze.

Przyspawanie bocznej stopki

10.000 VND

1.8 zł

Większyc napraw spawalniczych jest bardzo tania.

Łożyska w tylnym kole

50.000 VND

9zł

Jazda po plaży z kołami po oś w wodzie wpłynęła negatywnie nie tylko na napęd ale również na łożysko piasty.

 

  1. Dokumenty

          Wraz z motocyklem otrzymamy dokument który ciężko nazwać dowodem rejestracyjnym w naszym europejskim wyobrażeniu o dokumentach pojazdów dopuszczonych do ruchu. Są na nim tylko informacje dot. motocykla. Warto podpisać umowę kupna sprzedaży w skróconej formie w języku angielskim, a podczas zakupu sprawdzić zgodność numerów z dokumentem który otrzymamy, ponieważ może się to przydać przy sprzedaży. Handlarz kupujący od nas motocykl będzie próbował zbić cenę jeśli któryś z numerów nie będzie się pokrywał z danymi które są w dokumentach. Na 99.5% nikt nie będzie próbował nas legitymować pod czas podróży, jeśli nie dopuścimy się jakiegoś rażącego wykroczenia drogowego na oczach lokalnych służb.

  1. Wyruszamy w trasę AH1

          Na wietnamskich drogach nie należy jeździć szybko, bo jest to po prostu bardzo niebezpieczne. Na drogach panuje zasada „większy ma pierwszeństwo”. Kierowcy samochodów ciężarowych włączają się do ruchu nie zwracając uwagi na to czy ktokolwiek znajduje się na drodze z pierwszeństwem. Musimy pamiętać że jako motocykliści jesteśmy na szarym końcu tej hierarchii.  Nie ma znaczenia czy znajdujemy się na drodze z pierwszeństwem czy na drodze podporządkowanej. Zawsze musimy mieć oczy do dokoła głowy, i być przygotowani na wymuszanie pierwszeństwa lub wtargnięcie na jezdnię pieszego lub np. krowy. Warto tutaj wspomnieć o tym iż, wietnamskie bydło jest bardzo słabo widoczne w nocy ze względu na umaszczenie, a w dodatku zupełnie swobodnie czuje się na jezdni. Zdecydowanie należy unikać jazdy nocą, np. w listopadzie dość szybko, ponieważ ok. godz. 18 robi się ciemno.  Kiedy poczujemy się znużeni jazdą, zacznie padać deszcz lub zrobi się ciemno najlepiej wypatrywać przydrożnych hoteli. Ceny noclegu na trasie poza miastami oscylują pomiędzy 150-250 tyś VND za 3 osoby. Nie warto ryzykować jazdy nocą żeby dotrzeć za wszelką cenę do konkretnego miasta na trasie. Wietnamskie drogi są słabo oświetlone i najeżone potencjalnymi przeszkodami. Jazda w lekkim deszczu nie stanowi problemu, w większości sklepów przemysłowych, czasami również tych posiadających w ofercie art. spożywcze można nabyć coś w rodzaju kombinezonu przeciwdeszczowego lub płachty za ok. 30 tyś. VND. Dostępne są również płachty obejmujące nie tylko kierowcę, ale i ewentualnego pasażera (posiadają specjalny otwór na głowę z kapturem i daszkiem). Bez względu na wersję zazwyczaj obejmują również część motocykla lub nawet bagaż. Płachty wykonane są z grubego materiału, występują w różnych kolorach, a na większości z nich z przodu i z tyłu widnieje jakaś reklama. Kiedy w mieście zaczyna padać deszcz, ulice szybko zapełniają się motocyklistami reklamującymi na piersiach i plecach miejscowe produkty. Przeważnie nikt nie stara się przeczekać ulewy, wszyscy zwyczajnie wyjmują podręczne zestawy przeciwdeszczowe i kontynuują jazdę.  Na naszej trasie napotkamy wiele popularnych atrakcji turystycznych o których można przeczytać w przewodnikach po Wietnamie tj. Zatoka Ha Long, My Son itd. To jakie miejsca wybierzemy zależy wyłącznie od naszych osobistych preferencji, a wskazówki znajdziemy w tradycyjnych przewodnikach turystycznych. Pominę standardowe atrakcje i postaram się wymienić kilka smaczków samej drogi.

 trasa motocyklowa

a. Jednoślady zapakowane „od sufitu po same osie”

          Miejscowi kierowcy jednośladów pakują na nie wszystko co tylko się da… i jeszcze więcej. W Wietnamie jest stosunkowo mało samochodów, rzadko spotyka się również zestaw samochód z przyczepą. Za to do samych kanap małych motorków lub skuterów montuje się… po prostu wszystko. Jest to naprawdę świetne zjawisko. Kanapa Hondy nie należy do najmiększych, jedziemy wolno, dzienny kilometraż potrafi naprawdę dać w kość, jesteśmy zmęczeni i znużeni drogą aż tu nagle, niemal „spod asfaltu” wyłania się skuter z „ładunkiem” trzech dorodnych prosiąt spiętrowanych jedna nad druga w koszach przypominających tuby, tak że widać tylko przednią i tylną część prosiaka, ponieważ środek pozostaje w koszu. Na takie widoki przechodzi całe zmęczenie i z uśmiecham na twarzy chce się jechać dalej.  Na swojej drodze spotkaliśmy dziesiątki takich wesołych obrazków, często zaskoczony sytuacją zapominałem nawet o wyciągnięciu z kieszeni aparatu. Posiadacze GoPro będą  mieli w takiej ewentualności znacznie łatwiej.

 Żywe owce, związane za racice, przewożone motocyklem

b. Morze i nadmorskie miejscowości

         Niewielka odległość trasy od morza sprawia że niemal zawsze możemy urozmaicić sobie podróż i spróbować odbić na plaże. Zazwyczaj jeśli podczas drogi po prostu odbijemy na azymut trafimy na całkiem przyzwoitą plażę a przy odrobinie szczęścia natrafimy na nadmorska prowincję gdzie miejscowa ludność utrzymuje się w znacznej większości z rybołówstwa. Na asfalcie dostrzec można starannie poporcjowane i rozsiane różowe kawałeczki, z daleka przypominające piasek rozsypany na drodze. W ten sposób, na gorącym asfalcie miejscowi suszą poćwiartowane na małe kawałeczki owoce morza lub ryby. Widok białego człowieka w takich miejscach budzi już zdecydowanie większe zainteresowanie, a większość dzieci, lub nawet dorosłych macha do nas i pozdrawia. W Wietnamie jest wielu turystów ale większość z nich nie zapuszcza się na prowincję dlatego w takich miejscach jest zazwyczaj taniej i nikt na bezczelnego nie chce nas oszukać. Przykład - kiedy lista niewielkich usterek w Hondzie rosła, zawsze czekałem do noclegu na prowincji zamiast z każdą z tych rzeczy gnać do pierwszego lepszego warsztatu na trasie. Zawsze było taniej i solidniej, od każdej reguły można odnotować wyjątek, ale co do zasady tak właśnie było.

Plaża przy rybackiej wsi ok. 10 km od głównej trasy

c. (ciekawostka) Góry i ich stopniowy „demontaż”

         Górskie odcinki na trasie należą do rzadkości i można je stosunkowo szybko pokonać ale niemal nieustannie podczas drogi towarzyszy nam górski pejzaż. Zawsze kiedy z podporządkowanej, bocznej drogi wymusza nam pierwszeństwo wywrotka z kruszywem może być to znak że gdzieś w okolicy właśnie demontują jakąś górę.  Zjawisko jest naprawdę powszechne i jego skala budzi niepokój. Widziałem skalne ściany niemal trzykrotnie większe od np. Sokolicy w Dolinie Będkowskiej, które były już 50% rozebrane na kruszywo. Same góry różnią się od tych które możemy zobaczyć w Europie, przeważają skalne strome ściany, poszczególne wzgórza nie łączą się ze sobą, teren pod nimi to przeważnie niemal idealne wypłaszczenie. 

Skalne góry i pola ryżowe

d. Wolno-stojące zabytkowe świątynie

          Podczas drogi warto się rozglądać, oczywiście na tyle żeby nie uderzyć w jadący z naprzeciwka na naszym pasie jednoślad :). Nie warto się spieszyć i zawsze kiedy widzimy w oddali coś intersującego trzeba tam bezwzględnie pojechać, niekiedy szutrowa droga skończy się już w połowie, a czasami trafimy do celu i odkryjemy np. stojącą w polu zabytkową świątynie hinduistyczną. Wnętrza świątyń są zapuszczone, pełne nietoperzy oraz ich odchodów, ale fasady niektórych z nich są pieczołowicie odrestaurowywane. Wewnątrz znajdują się zabytkowe figury hinduistycznych bóstw, czasami mały ołtarzyk.

  

Autor : Paweł Saganowski (azarel.pl)

Wszelkie prawa zastrzeżone